6 pomysłów na Tatry z dziećmi, z wózkiem i ciut bez.

IMG_2610

Choć minął już miesiąc od naszego pobytu w Tatrach, to ciągle znajomi z małymi dzieciarkami w wózkach zapytują jak i co można zrobić, żeby nie zginąć na Krupówkach. To bez zbędnych wstępów niesiemy pomoc 😉 Oczywiście pierwsza rada to – nie iść na Krupówki. Druga – może iść tam, gdzie nam udało się przejść/przejechać Tatry z wózkiem. Mieliśmy wózek na dużych, pompowanych kołach, ale mocne „parasolki” też dadzą radę.

1. Dolina Strążyska
Przed wejściem na szlak do doliny znajduje się urocza kawiarnia „Roma”. Nie mają przewijaka dla dzieci, za to zrobią wszystko, żeby ułatwić życie z dziećmi i zorganizować odpowiednie miejsce. Nie przeszkadza im dziecko pełzające po tarasie, czy fisiujące głośno na kocu. A kocy u nich dostatek. Mają też ciekawy zestaw planszówek, pysznych kaw i ciast (niestety;), a za wszystko można płacić kartą. To była nasza „marchewka”, a obiecana po zejściu ze szlaku lemoniada i lody dodały motywacji.

A jak jest na szlaku? Zupełnie spokojnie można go przejechać wózkiem aż do Polany Strążyskiej. Czasem klinują się koła między kamieniami, ale skoro ja, niespełna metr sześćdziesiąt dwa, dałam radę bez pomocy, to każdy da. Na polanie czeka kolejna „marchewka” w postaci drewnianej budki, tzw. Herbaciarni, no i imponujący widok na góry. To idealne miejsce na pobrykanie z dziećmi, rozłożenie się na kocu lub małe conieco, które można kupić w Herbaciarni czy zimne piwo. Jeśli macie nosidło można się jeszcze pokusić o krótkie podejście do wodospadu Siklawica. My niestety zagapiliśmy się i nie wrzuciliśmy nosidła do wózka przed wyprawą:( . Chodzenie, nawet po niewielkich wzniesieniach z dzieckiem na rękach to zbyt duże ryzyko, nie wspominając o fizycznych możliwościach. Nic to, następnym razem nadrobimy.
Samochód: parking przy wejściu do doliny

IMG_2663

2. Dolina Chochołowska
Ten szlak jest jeszcze łatwiejszy dla „wózkowych” niż Strążyska. Ani razu nie musiałam walczyć z kamulcami pod kołami. Mimo ok.10 km szlaku, prawie połowę możemy przebyć ciuchcią, którą ciągnie traktor przebrany za lokomotywę. Cały szlak można też przebyć na rowerach, no ale mowa o wózkach, więc wracam do tematu. Przebycie szlaku to bułka z masłem. Nachylenie nie jest duże, a jedyne utrudnienie to pchanie wózka pod górę, na ale czego innego można się spodziewać będąc właśnie w górach. My wybraliśmy się tak późno, że w drodze powrotnej nie załapaliśmy się na ostatnią ciuchcię (jeździ do 18:00). Zejście jest jednak dużo łatwiejsze od wejścia, tym bardziej, że druga połowa to gładka asfaltówka. A, nie było jeszcze o „marchewkach”! Na Polanie Chochołowskie czeka na nas wielkie schronisko z bufetem i noclegami. To drugie może się okazać niezbędne, jeśli nagle załamie się pogoda. Oczywiście są też pieczątki, które dzieciaki mogą zbierać w wielu punktach Tatrzańskiego Parku, nawet jako tatuaże:). Na początku szlaku znajdują się bacówki. Zajrzyjcie do nich przy zejściu i na degustację oscypków. No chyba że będziecie schodzić tak późno jak my i złapie was zmrok.
Samochód: parking przy wejściu do doliny

IMG_2638

3. Dolina Ku Dziurze
Tu już wózkiem nie pojedziesz, za to dolina jest tak krótka, że bez uszczerbku dla kręgosłupa możemy wrzucić dzieciaka do nosidła. To może być też super spacer w czasie upalnego dnia, bo idziemy pod drzewami, wzdłuż strumienia, a na końcu czeka na nas Dziura. Dziura, czyli niewielka jaskinia. Dlatego warto zabrać ze sobą latarki i bluzy, bo pomimo upału na zewnątrz, w środku chłód i wilgoć. Przejście doliny wg informacji powinno zająć 20 minut. Nam wejście zajęło 40, z drobnymi odpoczynkami na leżących wzdłuż szlaku pniach. „Marchewką” w tym przypadku jest oczywiście sama jaskinia, a przy zejściu … kawiarnia „Roma”, jeśli dorzucimy na dole 5 min. spacer w stronę Doliny Strążyskiej. Nas wszystkie szlaki prowadziły do Rzymu;)
Samochód: parking przy wejściu do doliny lub przy wejściu do Strążyskiej. Wtedy przed wejściem do Strążyskiej odbijamy w lewo i po 5 min. będzie wejście do Doliny Ku Dziurze

IMG_2629

IMG_2593

4. Gubałówka
Po co jeździmy w góry, jeśli z dwójką maluchów nie możemy wspinać się po Orlej Perci, czy choćby przejść ukochane Czerwone Wierchy? Ano dla widoków i nadziei, że te małe istoty załapią radość z wędrowania i może kiedyś, zanim zalegniemy gdzieś na oddziale geriatrycznym, uda się wspólnie zdobyć kilka szczytów i z nich podziwiać widoki. Do tego momentu ratują nas jeszcze kolejki górskie. Chociażby ta na Gubałówkę. Na dole mamy wjazdy dla wózków, za to na górze czeka na nas polana do małej piknikowej drzemki z widokiem na pasmo Tatr, a jak kłopot z wózkiem to zawsze ktoś uprzejmy do pomocy się znajdzie, a obsługa przemiła. W kolejce postarajcie się ulokować w jej skrajnych częściach. Większa radość z widoków. Bilety możemy kupić przez internet, bez konieczności drukowania, wystarczy smartfon. Możemy też przyjść i z marszu kupić w kasie i zapłacić kartą. Rozkład jazdy zależy od pór roku i pogody.

IMG_2646

5. Kasprowy Wierch
Nie przepadam za wejściem na Kasprowy gdy idę na inny szczyt np. moje ukochane Czerwone Wierchy. Oczywiście mówię tu o czasach sprzed dwójki dzieci :) Pamiętam te kolejki sprzed lat, ludzi czatujących na schodach i bilety od „konika”. PKL poszły z duchem czasu i teraz nie ma kolejek, nawet w sezonie. No, przynajmniej my nie zauważyliśmy. Bilety można kupić przez internet i potem tylko skanować kody ze smartfonu przy bramkach. Na szczycie można spędzić ok.2 godzin, jeśli kupujemy jednocześnie zjazd. Oczywiście możemy zostać dłużej lub krócej, jednak wtedy musimy liczyć się z pierwszeństwem osób z biletami na daną porę. Na górze, poza wspaniałymi widokami, gdy tylko pogoda dopisze, czekają „marchewki” w postaci najwyżej położonej w Polsce restauracji, baru, no i stacji meteorologicznej, z której widok możemy podziwiać z fotela w domu tutaj. Żadnego problemu dla wózkowych. Wszędzie podjazdy, zjazdy lub pomocna obsługa. Warto jednak zabrać na górę nosidło, żeby nie utknąć w okolicach baru i pocieszyć oczy widokami.

IMG_2649

6. Spacer z widokiem
Możemy też uciec od Krupówek, tłoku zakopiańskiego i cieszyć się widokami Tatr łazikując małymi drogami i polami. I szczerze mówiąc, dziś, gdy wrzucam tego posta na stronę w biegu pomiędzy zajęciami, tęsknie za tym najbardziej.

IMG_2670

  1. Ale rewelacyjny poradnik! Wow, znam tatry jak własną kieszeń, Zakopane również i mam ogromny sentyment, ale szczerze ci się przyznam, że pod względem dzieciaków nigdy o górach tak nie myślałam. Jednak jako mama 5miesięcznej Zuzki z uśmiechem czytałam twój post i już w głowie obmyślam plan pierwszej wyprawy. Super :)

  2. Z tą Doliną Strążyską to bym nie przesadzał, że taka łatwa do pokonania wózkiem.
    Jaki wózek mieliście ? Dziecko cały czas w wózku ?
    Mam trochę więcej niż 162 cm wzrostu i pewnie więcej pary w rękach, ale mając półroczne dziecko na pokładzie nie wyobrażam sobie, żeby można było wjechać na Polanę Strążyską wózkiem bez pomocy drugiej osoby (jeśli oczywiście zależy nam by nie spowodować wstrząsu mózgu u dziecka na kamieniach).
    Aha – i to był konkretny wózek na dużych pompowanych kołach, a nie jakaś parasolka.
    Udało się – ale tylko dlatego, że w najgorszych momentach braliśmy wózek i przenosiliśmy go po kilkanaście metrów. (samotna osoba nie ma szans, bo duży „terenowy” wózek z dzieckiem swoje waży i trzeba mieć bicepsy Pudziana, żeby go ot tak sobie wziąć i przetaszczyć w górę omijając kamienie).
    A poszliśmy do Strążyskiej właśnie dlatego, że też jakiś entuzjasta napisał, że wózkiem tam to bułka z masłem. Po drodze widywaliśmy „wózkowiczów” którzy zawracali lub zostawiali wózek na trasie i dalej szli bez wózka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 
Facebook IconYouTube IconZobacz nas na G+Zobacz nas na G+Zobacz nas na G+