Paradiso dzieciństwa, czyli pierwszy dzień w szkole.

Tomek z tutką

Od wczoraj w necie zalew zdjęć galowych dzieciaków. Niektóre jakieś zamazane, poruszone, połzawione. To te zrobione przez rodziców dzieci wypuszczonych do szkoły pierwszy raz. Wzruszeni, przejęci, wystraszeni rodzice. Ciut wspominając siebie, jakby trochę z nostalgią za utraconym dzieciństwem własnym i tym, które w dużym stopniu stracą ich dzieci na niektórych nieudanych zajęciach. I żeby ten dzień wspominały jak najpiękniej, tak uroczyście. A obok nich my. Podekscytowani, wzruszeni i z niedowierzaniem wpatrzeni. Świadkowie. Że jak to? Oni już tacy duzi? Przecież to ja, jeszcze wczoraj, zostałam zaniesiona do I klasy na „barana” przez moją siostrę, bo dzień wcześniej zdarłam kolana na betonie w wyścigach i skokach przez psa. Pamiętam tak wiele z tego dnia, więc to musiało być jakoś zupełnie niedawno?! I czy ta pani będzie fajna? A klasa? A może stanie się ofiarą hejtu? A co jeśli wróci po pierwszym dniu i powie, że już nigdy i za żadne klocki Lego tam go nie zaciągniemy? Może jednak lepiej było zapomnieć o wszystkim i uderzyć w home-schooling? Dlaczego tak przeżywamy? Czy na serio chodzi nam wyłącznie o ich nowy etap życia? Palec do budki, kto w tych momentach pomyślał o sobie! Mnie w głowie wyskakiwały klisze sprzed lat, a na nich ja lat 6 z osobami i w sytuacjach, o których nie myślałam latami. Teraz wydało mi się, że to jakoś może poprzedniej jesieni? Na tych kliszach moja siostra-bohaterka. Nikt nie miał takiego „wjazdu” jak ja;) Moi rodzice, młodzi! Chiński piórnik wystany w kolejce i kupiony „spod lady”. Jego zapach pamiętam do dziś. W nim wściekle różowa gumka z foką co na nosie kręci piłkę. Gumka pachniała tak słodko jak guma balonowa z RFN-u. Zwiodła mnie kilka razy. Zawsze kończyło się rozczarowaniem i posmakiem kartonu w ustach. Zupełnie inaczej niż klej „Plastuś”. Niewyględny, w tubce, za to słodziutki, troszkę jak krem budyniowy. No i tornister. Z grubej dermy, bo nikt wtedy nie mówił „eco skóra”. Z odblaskową klamerką, która czasem przycięła kawałek palca. A w tornistrze „Litery”, czyli nasz elementarz z okładką nawiązującą chyba do matrioszek, bo przecież nie Escher’a. Na okładce identyczne „Litery” trzymała jakaś Tosia czy Ala. Tak trzymała wiele razy, aż ta książka i Tosia czy Ala robiły się tycie. I ta Tosia czy Ala zawsze miała takie ładne pantofelki z paseczkiem. Skąd?! Przecież nie było ich w sklepach…

Ciekawe jak oni za trzydzieści parę lat będą pamiętać ten pierwszy szkolny poranek. Tomek zrobił Kostkowi i jego kumplom na pamiątkę krótki film. Do filmu stworzył muzykę. No i się popłakaliśmy ze wzruszenia gdy to posklejał. Nad czym? Bo paradiso dzieciństwa wkrótce minie? Bo cudowne lata odejdą?

Jeśli muzyka skomponowana i zagrana przez Tomka pasuje do Waszych zarejestrowanych wspomnień – bierzcie ją śmiało, jest tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 
Facebook IconYouTube IconZobacz nas na G+Zobacz nas na G+Zobacz nas na G+