Wrrrrr, grrrrr!!! Nie-dźwięczny wpis.

IMG_2599

Jedziemy na wakacje. Na kilka dni do Zakopanego. Zakopca znaczy. Tomek jedzie trochę bardziej do pracy, dzieci trochę pooddychać górskim powietrzem, a ja trochę odpocząć od pakowania nas do tego wyjazdu. Jedziemy. Cały dzień lecę na kawie, więc musimy się zatrzymać, bo ja do toalety. Zjeżdżamy do Mac świata i Statoilu. Wychodzę. Oni zostają i w samochodzie lody zajadają. Samochodów, autokarów i osób w kolejce do toalety w Macu moc. Wychodzę i idę gdzie Statoil poniesie. Sukces i radość. Bo i mydło, i ręcznik, i jakiś drobny dobry uczynek po drodze załatwiony. Widzę: O! Jaki podobny do naszego samochód sobie przejeżdża! Wracam. Dokładnie w to samo miejsce gdzie zaparkowaliśmy. Nie ma. Nie ma ich. Nie ma samochodu. Nie ma nawet pustego miejsca po nim, bo wjechał ktoś następny. Rozglądam się. Przy mojej orientacji w terenie może stoję przy innym krawężniku? Nie. No dokładnie jednak pamiętam że tu. I wtedy dopada mnie myśl – to idealne miejsce, żeby kogoś się pozbyć. Zostawić. Porzucić i odjechać. Przecież będziesz jeszcze przez dłuższą chwilę biegać po parkingu, między samochodami, wylewającymi się ludźmi i sprawdzać. Wskoczysz do każdego z pomieszczeń i zapytasz: czy nie widzieli takiego łysego, albo z dzieckiem, a nawet dwójką. Że taki duży, zapakowany po sufit samochód. Że może wyłapały go kamery. Będą na ciebie patrzeć z politowaniem. Pewnie ma jakieś zaburzenia. A może uciekła z jakiegoś zakładu opieki. Po jakimś czasie zjawi się policja. Może nawet pielęgniarz z karetki wstrzyknie ci coś na uspokojenie gdy zacznie do ciebie dochodzić, że cię zostawili. Że wszystkie uczucia, czułość i troska do ostatniej chwili były udawane. Że to jakiś grubszy plan. Plan pozbycia się ciebie. Po co? Dlaczego? Przecież starałaś się o ich szczęście. Byli dla ciebie ważni. Najważniejsi. To niemożliwe. Pewnie coś się stało i za chwilę się pojawią. Może zostali porwani. Albo to ich kolejny żart. Dlaczego tylko tak przeciągają. Biegasz między samochodami. Wybiegasz na ulicę. Podbiegasz do każdego nadjeżdżającego pojazdu, który wygląda podobnie. W miarę ulatywania z ciebie nadziei podbiegasz już do każdego pojazdu. Prosisz, by cię zabrano. Dokąd? Po co? Czy warto? Czujesz się jak zbity pies. No właśnie – pies. Gdy ich w końcu znalazłam (błogosławiona bądź telefonio komórkowa) Tomek stwierdził, że mogłam poczuć się jak Rudzik. Jak nasz wyrzucony na zbity pysk z samochodu Rudzik, który wtedy nazywał się może Burek, As, Pimpek czy Azor. I pomyśleliśmy o nich wszystkich. O tych Asach, Reksiach, Żabciach wyrzucanych z samochodów, bo wakacje. Bo do samolotu do Grecji czy innych Egiptów nie zabiorą… Istnieją wierzenia, że za złe czyny w obecnym wcieleniu, w następnym, w ramach odkupienia i pokuty, będzie się psem. Ja wierzę w moc życzeń, a mam dla takich gnoi jedno: „jechał was pies”!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 
Facebook IconYouTube IconZobacz nas na G+Zobacz nas na G+Zobacz nas na G+